Dlaczego swędzą mnie stopy

Publié le

Dźwięki, które obudziły mnie dzisiaj rano nie były w niczym podobne do tych budzących mnie każdego ranka. Nie był to sąsiad muzułmanin rzucający się na kolana (to sąsiad z piętra wyżej, więc owo rzucanie jest doskonale słyszalne) podczas swej porannej modlitwy, ani sprzątaczki dbajace o estetykę klatek schodowych. Nie byli to też śmieciarze opróżniający za pomocą dźwigu olbrzymie, podziemne kontenery.

Ktoś parkował tuż pod oknem (gdzie jest to zabronione).

Musiał to być trudny do zaparkowania wehikuł, bo jakiś męski głos wykrzykiwał polecenia: „Dawaj, jeszcze, już, stop!”

Nie wytrzymałam. Na palcach wymsknęłam się do dużego pokoju, podkręciłam roletę i wszystko zrozumiałam. Ciężarówki były dwie, a na ich tułowiach dumnie widniał napis „Panowie od przeprowadzek”.

Momentalnie złapał mnie skurcz zazdrości, przecież, to ja marzę o lepszym lokum!

Wziąwszy, jako pretekst konieczność sprawdzenia stopnia suchości wywieszonych na barierkach ubrań, wkroczyłam na balkon. Najnormalniejsza ludzka ciekawość kazała mi zorientować się, kto należy do tych szczęśliwców, zmieniających swoje M na (napewno) lepsze.

Kilkuminutowa obserwacja wystarczyła, bym doszła do wniosku, że ta przeprowadzka nie należała do tych godnych pozazdroszczenia. Wszędzie pełno było policji i ubranych w garnitury panów z teczkami nie spuszczającymi z oka, nawet na chwilę, całej sceny. Ktoś był wyrzucany na bruk!

Pranie było w dalszym ciągu mokre, więc oddałam się wspomnieniom.

Przeprowadzałam się kilka dobrych razy ( odkąd opuściłam dom rodzinny średnio co dwa lata). Raz chętnie, innymi razy czułam się wyrzucana. Doświadczenie nauczyło mnie, że nawet gdy jest to zmiana na lepsze, przeprowadzki nie są radosne. „Partir c’est mourir un peu” pisał francuski poeta i powieściopisarz Edmound Haraucourt. „Odchodząc cząstka nas umiera.” Mimo, że nie mogę długo usiedzieć w jednym miejscu podpisuję się pod tą myślą dwoma rękoma. Tęsknię za miejscami, które opuściłam, choć wiem, że powrót nie miałby sensu, gdyż nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Skąd ten mus przemieszczania się, skoro zmiana miejsca zamieszkania uważana jest za jedno z najbardziej stresujących wydarzeń, zaraz po śmierci partnera życiowego i rozwodzie? Migracje, mają różne oblicza i nie są zawsze powodowane koniecznościami zarobkowymi. Coraz więcej z nas cierpi na„chorabę cywilizacyjną” nazywaną w kręgach anglojęzycznych „itchy feet”, czyli swędzącymi stopami. Potrzebujemy zmian jak powietrza. Wydaje mi się, że Antoine, piosenkarz i podróżnik francuski dobrze oddaje to co czuję śpiewając:

Si partir rend souvent malheureux

Et si c'est toujours mourir un peu

Au contraire, je crois malgré tout

Que rester, c'est ne pas vivre du tout

(Jeżeli odchodzenie czyni nieszczęśliwym

zawsze zabijając w nas coś

wierzę, że pozostając, mimo wszystko

wcale nie żyjemy)

nieraz trzeba wszystko spakować i ruszyć...

nieraz trzeba wszystko spakować i ruszyć...

Publié dans takie sobie

Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :

Commenter cet article

Meg from Poland 26/10/2013 13:10

Kasiu jak ja uwielbiam Twoje opowieści przemyślenia w nich zawarte. Jestem Twoją dozgonną fanką. Lubię to jest za mało jak to kocham :). Brakuje mi Ciebie ale jesteśmy zawsze z razem myślami w każdy dzień ważny dla nas i naszych bliskich w Boże Naroszenie w Nowy Rok w Wielkanoc ... Cieszę się z tego bloga z przyjemnością będę tu zaglądać :) Pozdrawiam