„Niektórzy spacerują w deszczu, inni tylko mokną” Roger Miller

Publié le

Obudzona przez krople deszczu uderzające w szyby, poczułam chęć przeprowadzenia eksperymentu statystycznego (w głębi duszy muszę być statystykiem, szalenie miło wspominam zajęcia z tego przedmiotu na studiach).

Jako osoba z natury niecierpliwa, postanowiłam wybrać mój operat losowania ( czyli grupę na której będę pracawała) poprzez próbę celową, rzuciłam się więc na to, co (z całym szacunkiem) pod ręką.

Wybrałam moją rodzinę (teoretycznie wielodzietną, choć obawiam się, że nie na tyle, by wynik badania był statystycznie istotny) w jej części dziecięcej.

Hipoteza, podyktowana niechęcią do wystawienia nosa na dżdżysty jesienny poranek, przedstawiała się następująco: „Deszcz wpływa negatywnie na samopoczucie”.

Poddałam dzieciaki ostrzałowi pytań.

Z przeprowadzonej ankiety wynikło, że deszcz nie pogarsza samopoczucia mojego potomstwa i odbierany jest jako zjawisko pozytywne, a nieraz nawet wyczekiwane.

Zależne jest to wprost proporcjonalnie od wielkości kałurzy i temperatury powietrza i odwrotnie proporcjonalnie od prędkości wiatru. Odczucia pozytywne potęgowane są poprzez kolory kaloszy oraz kształt parasola.

Hipoteza została tym samym odrzucona.

Po namyśle, przyznaję kociakom racje. Sama z rozrzewnieniem wspominam kąpiele w jeziorze w czasie deszczu, mycie włosów pod rynną lub puszczanie papierowych łódeczek w gigantycznych (z perspektywy dziecka) kałurzach.

To nie deszcz nas przybija, ale raczej brak słońca. Te deszcze, które zachowałam w pamięci z dzieciństwa, to opady letnie, które nie zagrażały hegemonii (przynajmniej czasowej) słońca. Nie szkalujmy opadu atmosferycznego, tak potrzebnego wszelkim żywym istotom.

Trzeba zidentyfikować wroga.

To SAD (Seasonal Affective Disorder). Zimowa depresja, która w mniejszym lub większym stopniu, dotyka wielu spośród nas zamieszkujących z dala od równika. Gdy ilość światła słonecznego ulega zmniejszeniu,co pociaga zwiększoną produkcję melatoniny, tak jak większość zwierząt, mamy ochotę spać dłużej, czyli po prostu hibernować.

Podobno, niegdyś pomagało to nam przetrwać okres, w którym żywność stawała się trudnodostępna. Obecnie, gdy żywności mamy (my szczęśliwcy z krajów rozwiniętych) w bród, taka jesienno-zimowa ospałość do nieczego nam nie służy. A bagatelizowana, może być niebezpieczna!

Mimo, że większość z nas nie może odlecieć na zimę do ciepłych krajów, nie jesteśmy wobec zimowej depresji zupelnie bezradni.

  • Spędzajmy jak najwięcej czasu na dworzu, szczególnie rano. Mimo chmur, wystawiamy się na światło o większej intensywości niż to wytwarzane przez domowe żarówki.

  • Wyzwólmy endorfiny poprzez uprawianie sportu (bez zbędnego przemęczania się), śmiech i jedzenie czekolady!

  • Zaopatrzmy się w lampę przeciwdepresyjną.

Macie jakieś sposoby na zimową depresję? Co sądzicie o tytułowym cytacie?

Mruczka i Mruczozaur wykonują taniec deszczu

Mruczka i Mruczozaur wykonują taniec deszczu

Publié dans takie sobie

Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :

Commenter cet article

wierna czytelniczka 11/11/2013 10:48

Super !
Podziwiam autorkę za pomysłowość i kreatywność , w które "wciąga " swoje kocięta.
U mnie w Polsce też pada deszcz - jesienna słota.Nic dziwnego.Właśnie idę pospacerować -:)
A najchętniej rzuciłabym się w tany z wesołymi kociakami.
Z niecierpliwością czekam na następny wpis -felieton !