Dygresje na temat choinki

Publié le par Katarzyna Sobotka

Zapach naturalnej choinki na świeta towarzyszył mojemu dzieciństwu. Z nostalgią wspominam moment jej corocznego kupna. Skrupulatne oględziny drzewek i wybór tego idealnego były sztuką samą w sobie. Święta Bożego Narodzenia i naturalna choinka stanowiły nierozerwalną całość.

Jednak wraz ze wzrostem świadomości ekologicznej naszej rodziny choinka znikła z domu. Na szczęście z racji posiadania ogródka pewnego roku została po prostu po świętach w nim posadzona i tam już została.

Odkąd sama założyłam rodzinę mieszkamy w blokach (za wyjątkiem "hiszpańskiego epizodu", gdy mieliśmy do naszej dyspozycji domek) co wyklucza możliwość sadzenia choinki. Opcja sztucznej, plastikowej choinki nie była nigdy brana przeze mnie pod uwagę, gdyż uważam taki wytwór za obrazoburczy. Od lat produkujemy, więc z dzieciakami choinki kreatywne; z kartonu, materiału bądź konturowane na ścianie za pomoca pinezek i wstążek.

W zeszłym roku zauważyłam, że pobliski sklep wyrzuca 26 grudnia niesprzedane choinki na chodnik, gdzie oczekują, zrezygnowane, przyjazdu slużb porządkowych. Powodowana miłosierdziem zaadoptowałam jedną z nich, szczególnie, iż były to choinki doniczkowe i istniała szansa na zapewnienie im dłuższego życia. Niestety drzewko zeschło mimo moich największych starań. Było to wydarzenie traumatyczne i moje niezrozumienie wobec ludzi, którzy gotują taki koniec choince sięgło granic.

Dzisiaj przechodząc obok wyżej wymienionego sklepu znowu natknęłam się na niesprzedane choinki, tym razem bez doniczek, już martwe.

Przekonałam Kociego Tatę, abyśmy wzieli jedno z drzewek i skompostowali je (teraz, kiedy mamy wreszcie ogródek działkowy) w ten sposób nadając sens istnieniu temu iglakowi. Po rozpakowaniu drzewka (zanim je skompostujemy pojonizuje nam trochę domowe powietrze) i ustawieniu go w dużym pokoju (ku radości naszego Tigrou, który wreszcie ma prawdziwe drzewo do wdrapywania) zauważyłam na choince karteczkę z informacją, że drzewko to zostało wyhodowane we Francji i wybierajac je przyczyniam się do ochrony lasów.
Informacja ta wydała mi się tak niedorzeczna, że musiałam to wygooglować!

Okazuje się, że uprawa świerków na potrzeby świąteczne ma swoje dobre strony; małe, szybo rosnące, świerczki pochłaniają duże ilości dwutlenku węgla z atmosfery (hamując w pewnym stopniu ocieplenie klimatu) a swoimi korzeniami przyczyniają się do stabilizacji gleby zapobiegając osunięciom się terenu i powodziom. Ponadto, choinki uprawiane są na glebach kwaśnych nienadających się pod uprawę zbóż czy warzyw.
Niestety przy produkcji drzewek choinkowych używa się dużych ilości środków ochrony roślin, które zatruwają wody gruntowe a diazinon, jeden ze stosowanych pestycydów, jest śmiertenie trujący dla ptaków, ryb a nawet ludzi.

Obawiam się, że te dodatkowe informacje nie przekonały mnie do kupowania choinek naturalnych (a może nawet bardziej zniechęciły) i święta bożonarodzeniowe w dalszym ciągu będą u nas w duchu alternatywnym!

Dygresje na temat choinki
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :

Commenter cet article

Zaniczka 14/01/2016 09:42

Choinka przepiękna. Ja nie kupuję żywych drzewek i jak juz mam to tez alternatywną :)

Asia 14/01/2016 09:34

My mamy sztuczną. Nie uważam za coś dobrego ścinania a potem wyrzucania tych drzewek. Może nie pachnie,może nie jest taka piękna, ale dzieci i tak uwielbiają ją dekorować :)
Piękne te Wasze wariacje choinkowe :)

Olga Nina 26/12/2015 18:06

U mnie w domu to jest tak święta i nietykalna tradycja, mówię o żywym drzewku, że nawet ja (całkiem uświadomiona ekologicznie, po obszernym kursie nt segregacji odpadów i niepijąca mleka i prawie niejedząca mięsa) nie zdawałam sobie sprawy, że to jest prawdziwe drzewo, wycięte, na dodatek o tych pestycydach nie wiedziałam :( I dopiero w tym roku sobie pomyślałam o tym aspekcie. W Hiszpanii mam choinkę sztuczną, ale w domu rodzinnym, gdzie teraz jestem, prawdziwą, jak zawsze.

Życzę Ci miłych świąt Kasiu :) (a może tego, co z nich pozostało, w Polsce już koniec, ale w Hiszpanii trwają aż do 6 stycznia, chociaż ja tego nie czuję, dla mnie Trzech Króli to nie jest jakiś wielki dzień).

Katarzyna Sobotka 26/12/2015 18:32

Wesolych swiat Olga! Trzech Kroli z parada i rzucaniem prezentow (przynajmniej tak bylo w roku 2008 w miescie Blanca) to frajda dla dzieciakow a doroslym to chyba zostaje tylko zjedzenie ciasta...Jestem pewna, ze opiszesz ten dzien na Twoim blogu! Czekam z niecierpliwoscia!